piosenki         
 
- są chwyty gitarowe

 



Hej dalejże, dalej
Górnymi ścieżkami
Ponad szczyty, ponad wiatr
Gdzie na wielkiej górze
W słonecznym lazurze
Rośnie ideału kwiat.
Bo Trzynastka idzie stale w przód
Bo Trzynastak nie zna co to trud
Śpiewa hymn młodości,
Słonecznej radości,
Pieśń, która ogarnia świat.
Szczyty gór, kłęby chmur,
Odchłań mórz, blaski zórz,
Słońca blask, błyski gwiazd
I czerwony ognia żar.
Gromy burz, szumy zbóż,
Pieśni fal płynących w dal,
Przecudowny tego świata czar.
Niech żyje młodość i słoneczne dni !
Niech uśmiech jasny na twej twarzy lśni !
Niech pieśń radości zawsze zgodnie brzmi !
I niech nie będzie nigdy szarych dni.
Bo Trzynastka ...


CF
Skąd przychodził, kto go znał
CC7FG
Kto mu rękę podał kiedy
CGG7
Nad rowem siadał, wyjmował chleb
ea
Serem przekładał i dzielił się z psem
GFa
Tyle wszystkiego co z sobą miał
GC
Majster Bieda
Czapkę z głowy ściągał gdy
Wiatr gałęzie chylił drzewom
Śmiał się do słońca, śpiewał do gwiazd
Drogę bez końca co przed nim szła
Znał jak pięć palców, jak szeląg zły
Majster Bieda
Nikt nie pytał skąd się wziął
Gdy do ognia się przysiadał
Wtulał się w krąg ciepła, jak w kożuch
Znużony drogą, wędrowiec Boży
Zasypiał długo gapiąc się w mrok
Majster Bieda
CF
Aż nastąpił taki rok
CC7FG
Smutny rok, tak widać trzeba
CG
Nie przyszedł Bieda zieloną wiosną
ea
Miejsce gdzie siadał zielskiem zarosło
GFea
I choć niejeden wytężał wzrok
GFea
Choć lato pustym gościńcem przeszło
CG
Rudymi liśćmi - jesieni schedę
ea
Wiatrem niesiony odpłynął w przeszłość
ea
Wiatrem niesiony odpłynął w przeszłość
ea
Wiatrem niesiony odpłynął w przeszłość
GC
Majster Bieda


e
Spójrz jak życie przed Tobą ucieka
fis
Jak godziny cichaczem Ci kradnie
D
Jak szafuje pustymi losami
H7
Dobrze wie na kogo wypadnie
A tyle jeszcze chciałbyś zobaczyć
Tyle nocy mogłoby wzruszyć
Tyle dziewczyn by można rozkochać
Tyle dzbanów pękatych osuszyć
eDeGDG
Wypić wypijemy, jeszcze pożyjemy
GD
Za zdrowie w połowie
GDe
Śmierci na śmierć - wypić
eDe
Potem leżąc twarzą w trawie
GDGD
Wypatrujesz gwiazd ciekawie
GDGDe
Zapadając w roztańczone sny
A tyle jeszcze chciałbyś zapomnieć
Tyle listów do kosza wyrzucić
Tyle razy z krzywym uśmiechem
Do faceta w lustrze zanucić
Wypić wypijemy ...

ehCD
Zagram dla ciebie na każdej gitarze świata
ehCD
Na ulic splotach, na nitkach babiego lata
GDGe
Wyśpiewam jak potrafię księżyce na rozstajach
hGaD
I wrześnie, i stycznie, i maje
haD
I zagubione dźwięki i barwy na płótnach Flaminka
hCaD
I słońce wędrujące promienia ścieżynką
GDCG
Graj nam graj pieśni skrzydlata
hCaD
Wiosna taniec nasz niesie po łąkach
GDGDC
Zatańczymy się w sobie do lata
GDCDG
Zatańczymy się w sobie bez końca
A blask co oświetla me ręce gdy piszę
Nabrzmiał potrzebą rozerwania ciszy
Przez okno wyciekł, pełno go teraz, chmara wronia
Dziobi się w dziobów końcach, a w ogonach ogoni
A pieśń moja to niknie, to wraca
I nie wiem co bym zrobił, gdybym ją utracił
Graj nam graj...

aCdC
Lato z ptakami odchodzi
dCaE
Wiatr skręca liście w warkoczach
aCdC
Dywanem pokrywa szlaki
dCEa
Szkarłaty wiersza na zboczach
GCG
Przyobleka myśli w kolory
Gda
W liści złoto, buków purpurę
Gda
Palę w ogniu letnie wspomnienia
Cda
Idę wymachując kosturem
dG
Idę w górach cieszyć się życiem
Ca
Oddać dłoniom halnego włosy
dG
W szelest liści wsłuchać się pragnę
aEa
W odlatujących ptaków głosy
Słony pot czuję w ustach
Dzień spracowany ucieka
Anioł zapala gwiazdy
Oświetla drogę człowieka
Już niedługo ogień rozpalę
Na rozległej górskiej polanie
Już niedługo szałas przytulny
Wśród dostojnych buków postawię
Idę w górach...

aFGC
Polami, polami, po miedzach, po miedzach,
dGC
Po błocku skisłym w mgłę i wiatr
E
Nie za szybko kroki robiąc
aGF
Idzie wiosna, idzie nam.
aGG7a
Idzie wiosna, idzie nam.
Rozłożyła wiosna spódnicę zieloną,
Przykryła błota bury błam
Pachnie ziemia ciałem młodym
Póki wiosna, póki trwa.
Póki wiosna, póki trwa.
Rozpuściła wiosna warkocze kwieciste
Zbarwiały łąki niczym kram
Będzie odpust pod Wiślicą
Póki wiosna, póki trwa.
Póki wiosna, póki trwa.
Ponidzie wiosenne, Ponidzie leniwe,
Prężysz się jak do słońca kot, rozciągnięte
Po tych polach, lichych lasach
W pstrych łozinach, skałkach
W słońcu rozognionym,
Nidą w łąkach roziskrzoną
Na Ponidziu wiosna trwa.
Na Ponidziu wiosna trwa.

CeC
Towarowy wagon to mój dom
CeC
Wierny druh towarzysz moich snów
dFC
I znów marzenia budzi stukot kół
dFC
Stary Burgund, kryształ, zastawiony stół
Zapłakaną matkę widzę znów
Zacznij nowe życie bywaj zdrów
W tym wagonie przeszło życia pół
Stary Burgund, kryształ, zastawiony stół
Ce
Czy konduktor o tym wie,
a
Że na bilet nie stać mnie,
FG
Może sztuka uda się jeszcze raz.
Wolność hobo wiąże złudzeń nić
W wymarzonym świecie możesz żyć
W sen zapadasz milknie stukot kół
Stary Burgund, kryształ, zastawiony stół

CGa
Urwisko nadziei wycięte ze świata,
FCGC
Tu zbłąkane myśli przychodzą się schronić,
CGFGC
A sen do znużenia odyseja skrzydlata.
FCGC
By marzeniem swe życie na skrzydłach dogonić.
FC
By marzeniem swe życie,
FC
By marzeniem swe życie,
GC
Na skrzydłach dogonić.
CGa
Ikar, Ikar, Ikar, Ikar
FCG
Ikar, Ikar, Ikar, Ikar
To nie pejzaż stubarwny ale portret szary,
Scena monodramat, teatr codzienności.
Aktor gra tu Ikara związany do wiary,
Leci w słońce i spada w bezdenne ciemności,
Leci w słońce i spada,
Leci w słońce i spada,
W bezdenne ciemności.
Ikar ...
Lecz może się zdarzyć że kiedyś przeleci,
Połknie bezkres i dotknie złotawego splotu.
Przyjdzie burze i wichry, wyrwie się z zamieci
Zostawiając za sobą smugę mokrą od potu
Zostawiając za sobą
Zostawiając za sobą
Smugę mokrą od potu
Ikar ...

GG7G
Na szlakach starych kliprów porywisty wieje wiatr.
CeaCD
Ocean niespokojny uderza pianą w twarz.
Ktoś zabrał mu łabędzie, cumami związał je.
W kamienne klatki portów wciąż pozdrowienia śle.
GH7eE7
Powrócą klipry na swój stary, zapomniany szlak.
aFD
By bielą żagli nawoływać wszystkich nas,
Zagwiżdże znów beztrosko w wantach niecierpliwy wiatr.
Ocean parsknie nam radośnie pianą w twarz.
Drewniany pokład nagle zabrzmi tupotem nóg,
Zakwitną białe żagle na wszystkich masztach znów.
Znów się ocean droczy i groźne szkwały śle,
Mgła wciska się nam w oczy, wspaniały miałem sen.

Cd
To życie nasze jest jak trakt pocztowy,
FC
Gdzie się wciąż wozy mijają podróżne.
add7
Ledwie się spotkasz: bądź zdrowa, bądź zdrowy,
D7GG7
I znów pędzimy dążąc w strony różne
A kiedy popas w tej drodze wypadnie
Gdzieś na chwilę w miłym odpoczniemy gronie
Zaledwie serce w nim druha odgadnie
Woźnica znak daje zajechały konie
I tak pędzimy mijamy się wzajem,
A choć się serce zasmucone żali.
Jednak w podróży swej nie ustajemy.
Z oczu łzy płyną lecz pędzimy dalej.
To życie nasze jest jak trakt pocztowy,
Gdzie się wciąż wozy mijają podróżne.
Ledwie się spotkasz: bądź zdrowa, bądź zdrowy,
I znów pędzimy dążąc w strony różne
I tak pędzimy ...

fisA
Gdy przewieją nas już wszystkie zimne wiatry,
fisA
Gdy przemoczą nas do nitki wszystkie deszcze.
DA
Policzymy na swym ciele ślady prawdy,
fisEDfisE
Pomyślimy o spoczynku ale jeszcze.
ADE
Zbudujmy wigwam, a w nim rozpalmy ogień wieczny
ADE
Rozległy wigwam, przy który każdy będzie już bezpieczny
DEAEfis
I śpiewać będzie z nami wolności wielką pieśń
DEfisADEA
Spróbujmy własnymi rękami ogromny wigwam wznieść
Gdy opuszczą nas już wszyscy przyjaciele,
Kiedy nawet dobry Bóg zapomni o nas.
Gdy stracimy wszystkie piękne, wzniosłe cele.
Gdy odechce się nam cokolwiek już budować
Zbudujmy wigwam ...

a
Ktoś mówił że z gliny ulepił mnie Pan.
a
A przecież się składam z kości i z krwi.
ad
Z kości i z krwi i jarzma na kark
E7a
I pary rąk, pary silnych rąk.
a
Co dzień szesnaście ton i co z tego masz.
a
Tym więcej masz długów im więcej mam lat.
ad
Nie wołaj Święty Piotrze ja nie mogę iść,
E7a
Bo duszę swoją oddałem za dług.
Gdy matka mnie rodziła pochmurny był dzień,
Podniosłem więc szuflę poszedłem pod szynk.
Dozorca mi rzekł nie zbawi cię Pan,
Załaduj co dzień szesnaście ton.
Czort może dał by radę, a może i nie,
Szesnastu tonom podołać co dzień.
Szesnaście ton szesnaście jak drut,
Co dzień nie da rady i we dwóch.
Więc kiedy mnie spotkasz, lepiej z drogi mi zejdź.
Bo byli już tacy, nie pytaj gdzie są.
Nie pytaj gdzie są, bo zawsze jest ktoś,
Nie te to ów co urządzi cię.

DD7+D7
Nie mój Dunajec szumi mi,
GG7e
Nie moja bystra woda.
aD7Ge
Tylko przychodzą stare sny,
H7e
Swoboda ech swoboda
aD7Ge
Nie przypominaj mi się śnie,
aD7Ge
Młodości mojej zdrowej.
aD7Ge
Bo mi żel w piersi duszę rwie,
H7e
Nad siłę ludzkiej mowy
Nikt tak nie kochał smolnych watr,
Trzasku i dymu stosu.
I nikt znad głuchych szczytów Tatr
Patrzących w dół niebiosów
I w świecie nikt nie kochał tak
Samotnej skalnej drogi
Urwisk gdzie w dole buja ptak
I groza pieści nogi

DD7
Kiedy góral umiera, to góry z żalu sine.
GD
Pochylają nad nim głowę, jak nad swoim synem.
eGD
Las w oddali szumi mu, odwieczną pieśń bukową.
eGD
A on długo sposobi się, przed najdalszą drogą.
Kiedy góral umiera, to nikt nad nim nie płacze.
Siedzi czeka aż kostucha, w okno zakołacze.
Oczy jeszcze raz podniesie, wysoko do nieba.
By pożegnać góry swoje, by im coś zaśpiewać.
De
Góry moje wierch moje, otwórzcie swe ramiona.
GD
Niech na miękkim z mchu posłaniu, cichuteńko skonam.
De
Ojcze mój halny wietrze, powiej ku północy
GD
Ciepłą, drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy
e
Bym mógł w ziemię wkroczyć,
eGD
Strzelić potem do słońca smreczyną
eGD
I na wieki szumieć już nad moją dziedziną
Kiedy góral umiera, to dzwony mu nie grają.
Cicho wspina się przed bramy góralskiego raju.
Tylko strumień na kamieniach żałobną nutkę składa.
Tylko nocka gwiezdnooka górą opowiada.
Kiedy góral już umrze, to nikt nie układa baśni.
Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka gaśnie.
Ziemia twardą szorstką ręką tuli go do siebie.
By na zawsze mógł już zostać pod góralskim niebem.
Góry moje ...

CG7C
Gdy księżyc na niebo wychodzi
FG7CC7
Zapłoną dokoła ogniska
FG7Ca
I wkrótce popłynie z Hawiarskiej Koliby
dG7C
Melodia nam wszystkim tak bliska
Usiadła już brać rozśpiewana
Dokoła złotego ogniska
Wiatr niesie melodię z Hawiarskiej Koliby
Nad pola,nad lasy,nad urwiska
Zaniesie wiatr naszą melodię
Do domów Wołochów i Łemków
Piosenkę rajdową z Hawiarskiej Koliby
Piosenkę krakowskich studentów
Już księżyc blednie na niebie
I promyk słońca już błyska
Pogasły ogniska w Hawiarskiej Kolibie
Do snu kładzie sië cała izba

Cea
Brzeg wysoki jest w Dundee
daE
Zbiega w dół i znów się wspina
Cea
Dobre stocznie klipry w nich
daEa
Zgrabniuśkie jak dziewczyna
Nie widziałeś to Quebec
Zbiega w dół i znów się wspina
Na stromej fali brzeg
Ze szkockich gór dziewczyna
FCdC
Hej, hej, jak długi rejs
daE
Zbiega w dół i znów się wspina
FCdC
Na stromej fali grzbiet
daEa
Ze szkockich gór dziewczyna
Zakurzony Charleston
Pekalowa sukienczyna
Bawełniany czesze lok
W lusterku morza sinym
Gdzieś na krańcu mapy jest
Port skąd nikt już nie odpłynął
Nie wiesz kiedy czeka cię
Ostatni rejs do Hilo
Hej, hej, do Hilo Bay
Zbiega w dół i znów się wspina
Na stromej fali grzbiet
Ze szkockich gór dziewczyna
I powrócisz do Dundee
Nie na długo sië zatrzymasz
Dobre stocznie klipry w nich
Zgrabniuśkie jak dziewczyna

ADEfis
Zamieszkamy pod wspólnym dachem
EH7
Przed obcymi zamkniemy drzwi
Posadzimy przed domem kwiaty
Których nocą nie zerwie nikt
Przyniesiemy suchego drzewa
Żeby w nocy nie było źle
Parę jabłek i trochę chleba
Co nam starczy na cały wiek
fisDa
Przeczekamy każdy losu kaprys zły
DE7
Żeby potem żyć,normalnie żyć
Zamieszkajcie pod wspólnym dachem
Przed obcymi zamknijcie drzwi
I posadźcie przed domem kwiaty
Których nocą nie zerwie nikt
Przygotujcie suchego drzewa
Żeby zimą nie było źle
Parę jabłek i trochę chleba
Co wam starczą na cały wiek

AE
Tam gdzie domy mają dach spadziste
DEA
Czas wolno przez małe okna ciekł
AE
Mieszkał Jakub jak mówią spokojne chłopisko
DEA
Niedaleko szumiał morza brzeg
Aż raz kiedyś po nocy nieprzespanej do rana
Wziął Jakub węzełek zamknął drzwi
Ślady po nim na brzegu długa fala zalała
Teraz wiatrem tkane jego dni
DA
Pokład pod stopą trzeszczy
ED
Maszty połamie sztorm
DA
Po co się włóczysz po świecie
ED
Skoro masz własny dom
Są porty co mają kolorowe ulice
Na których wesoły barwny gwar
Chodził Jakub samotnie dziwiło go wszystko
Zamiast drzew tu rosły gaje palm
A gdy statek odpływał to się zmieniał krajobraz
Za rufą leciały stada mew
Długo Jakub przez burtę na falochron spoglądał
Aż nie zginął z oczu pusty brzeg
Osiwiał już Jakub zieleń oczy spłowiała
Łaskawie go witał każdy port
Ale dalej na może tęsknota go gnała
Nie pamiętał gdzie jest jego dom
Na pewno gdzieś pływa jeszcze Jakub po morzach
Zardzewiał w kieszeni jego klucz
Lecz swej drogi do domu odnaleźć nie może
Zabrał mu ją marynarski duch.

dG
Biegłaś zboczem brązowo-zielona
CF
Miedzą słońca i trawy zielenią
dG
Biegłaś zboczem strumienia spragniona
ed
Twoje włosy targał górski wiatr
Zanurzyłaś swe dłonie w potoku
Który głazy z poszumem omija
Burzą kropel w srebrzystej pogoni
Obraz twój porwał wartko w dal
I wróciłaś do góry powoli
Zielonością i brązem strzelista
Gdy cię wchłaniał cień lasu znajomy
Znów twe włosy targał górski wiatr

De
Plecak, kalosze stare
GD
Para butów na zmianę i koc
De
Niebo, złocisty poranek
GD
Parę groszy w kieszeni i noc
De
I przygoda, która grosza jest warta
GD
I przygoda, która z domu wgania nas
De
Twoje jutro to sprawa otwarta
GD
Przecież nie masz nic do stracenia
eD
Z gorącym wiatrem w dłoni
eD
Jak tabun dzikich koni
eD
Ruszamy wciąż przed siebie
eD
Zdobywać nowy świat
Lodowatą wodą ze studni
Obmywasz spoconą twarz
Nie dokuczy ci skwar południa
Serce pełne radości dziś masz
I ognisko nad brzegiem jeziora
I ognisko jałowcem pachnące
Dobry czas i lenistwa to pora
Leżąc patrzysz na chmury płynące

eD
Ja o drogę się nie pytam
eDe
Bo nieważny dla mnie czas
eD
Nie zabłądzę bo nie mogę
eDe
Domu nie mam już od lat
GD
Grosza nie mam i nie będę
eG
Nigdy swego domu miał
D
Ale z to robić będę
eDe
To co tylko będę chciał
Jakiś drab kamieniem cisnął
Za mną jak za jakimś psem
Dziwią w tedy się ludziska
Że coś pewnie ukraść chcę
Gdy mnie głód za gardło ściśnie
To dwie ręce jeszcze mam
Dziwią w tedy się ludziska
Że na chleb zarabiam sam

aC
Nie oglądaj się za siebie kiedy wstaje dzień
da
Ruszaj dalej w świat nie zatrzymuj się
aC
Sam wybrałeś swoją drogę z wiatrem czy pod wiatr
da
Znasz tu każdy szlak nie zatrzymuj się
aCda
Przecież wiesz, że dla ciebie każdy nowy dzień
aCda
Przecież wiesz, że dla ciebie chłodny lasu cień
aCda
Przecież wiesz, jak upalna bywa letnia noc
aCda
Przecież wiesz, że wędrowca los to jest twój los
Śpi w oddali toń jeziora słychać ptaków krzyk
Tu odpoczniesz dzień i nabierzesz sił.
Ale jutro znów wyruszysz na swój stary szlak
Tam gdzie pędzi wiatr, tam gdzie nowy szlak

GCDG
W Beskidzie malowany cerkiewny dach
GCH7e
W Beskidzie zapach miodu w bukowych pniach
CD
Tutaj wracam gdy ruda jesień
GC
Na przełęcze swój tobół niesie
GCD
Słucham bicia dzwonów w przedwieczorny czas
W Beskidzie malowany wiatrami dom
W Beskidzie tutaj słowa inaczej brzmią
Kiedy krzyczę w jesienną ciszę
Kiedy z wiatrem szeleszczą liście
Kiedy wolność się tuli do mych rąk
CDG
Gdy jak źrebak się tuli do mych rąk
GCDG
A w Beskidzie rozzłocony buk
GCea
A w Beskidzie rozzłocony buk
CDG
Będę chodził bukowiną z dłutem w ręku
eG
By w dziewczęcych twarzach uśmiech rzeźbić
CD
Niech nie płaczą już
CDG
Niech się cieszą po kapliczkach moich dróg
A w Beskidzie zamyślony czas
A w Beskidzie zamyślony czas
Będę chodził nim poddaszem gór
By zerwane marzeń struny przywiązywać
W niespokojne dłonie drzew
Niech mi grają na rozstajach moich dróg

dada
Wagą zabraną Temidzie
dada
Bawimy się w sprawiedliwość
dada
Na jednej szali zło kładziemy
dada
Na drugiej dobro i miłość
dada
Oj nieładnie, człowieku nieładnie
daCd
Oj nieładnie człowieku i brzydko
ded
Ty się całe życie tylko bawisz
ded
Czasem sobie zmienisz bawitko
Wszyscy się cieszą z równowagi
Gardła zdzierają w wiwatach
Wszyscy się cieszą z równowagi
Wskazówki odkryją po latach
Jest jeszcze jedna zabawa
Też popularna choć nienowa
Do niej potrzebnych jest dwoje ludzi
I słowa, słowa, słowa
Słowami bawimy się w mądrość
Słowa składamy w kwiatach
Potem przykryją je liście jesieni
Odgrzebiemy je po latach

aE7
Co było - nie wróci i szaty rozdzierać by próżno
CG7CA7
Cóż każda epoka ma własny obyczaj i ład
dG7a
A przecież mi żal, że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin
E7a
Tak chętnie bym dziś choć na kwadrans na koniak z nim wpadł
Dziś już nie musimy piechotą się wlec na spotkanie
I tyle jest aut i rakiety unoszą nas w dal
A przecież mi żal, że po Moskwie nie suną już sanie
I nie ma już sań i nie będzie już nigdy, a żal
Przyjmuję pojętny mój wiek, mego stwórcę i mistrza
Ten trzeźwy möj wiek, doświadczalny mój wiek pragnę czcić
A przecież mi żal, że jak dawniej śnią nam się bożyszcza
I jakoś tak jest, że gotowiśmy czołem im bić
No cóż, nie na darmo zwycięstwem nasz szlak się uświetnił
I wszystko już jest - cicha przystań, noniron i wikt
A przecież mi żal, że nad naszym zwycięstwem niejednym
Górują cokoły, na których nie stoi już nikt
Co było - nie wróci, wychodzę wieczorem na spacer
I nagle, spojrzałem na Arbat, i ach, co za gość
Rżą konie u sań, Aleksander Siergiejewicz przechadza się
Ach głowę bym dał, że już jutro wydarzy się coś

C
Wszak nieważny rok i dzień
e
Kiedy świat usłyszał krzyk
a
Narodziłeś wtedy się
dG
Matki potem spocony świt
Wyrastałeś niby krzak
Otoczony splotem dni
Gdy jej dłoń, troskliwa dłoń
Ocierała pierwsze łzy
Potem pierwszy bilans twój
I ten świat z książkowych kart
Przyspieszony serca rytm
Cudny świat widziany w snach
CFCG
Ale dziś to już tylko kilka zdjęć pożółkłych
FCFCG
Lecz dziś to już tylko kilka zdjęć
Potem błysk nagich gór
Nieprzespana noc po świt
Delikatność czyichś rąk
Nie zapomnisz tamtych dni
Nagle świt, nadziei blask
Ludzkich serc słyszalny rytm
Wielki pomnik wielu miast
Ludzie w nich a z nimi ty
Potem zgrzyt, rozpaczy dni
I przybyłych kilka lat
Kilka chwil, podłych chwil
Co zmieniły cały świat
Ale dziś to już tylko kilka zdjęć choć niedawnych
Ale wiesz że dziś to już kilka zdjęć
Teraz czasem trudny świt
I zmęczone ciężkie dni
I nadzieja że uśmiech jej
Pozwoli przeżyć ten dzień
Czasem nie wiesz dokąd iść
Czarno widzisz swoje dni
Ale jest gdzieś wierny człek
I już wiesz nie opuści cię
Bo twe życie to album do tych zdjęć które będą
Bo twe życie ty musisz przez nie przejść

CF
Opadły mgły i miasto ze snu się budzi
CG
Górą czmycha gdzieś noc
Ktoś tam cicho czeka by ktoś powrócił
Do gwiazd jest bliżej niż krok
Pies się włóczy popod murami bezdomny
Niesie się tęsknota czyjaś
Na świata cztery strony
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy
Toczy, toczy się los
Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
Już dość /3x/
Odpędź czarne myśli, dość już twoich łez
Niech to wszystko przepadnie we mgle
Bo nowy dzień wstaje /2x/
Nowy dzień
Z czarnego snu już miasto się wynurza
Słońce wschodzi gdzieś tam
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża
Uchodzą cienie do bram
Ciągną swoje wózki dwukółki mleczarze
Nad dachami snują się sny
Podlotków pełne marzeń

Cd De
Wśród tysiąca zwykłych zdarzeń
FC GD
Jest na pewno taki dzień
Że powrócić chcesz do marzeń
Najpićkniejszy przeżyć sen
Chcesz posłuchać szumu wiatru
Śpiewu ptaków, kumu żab
Upić się poranną rosą
Przewędrować świat
dG7 GA
A ludzie gonią za pieniądzem
dG7 GA
Przemęczeni, sfrustrowani
Ca Dh
I uwierzyć wciąż nie mogą
Ca Dh
Że świat cały tylko dla nich
dG7 GA
Że wystarczy skrawek nieba
dG7 GA
I źródlanej wody łyk
Cd De
Świat daleki, ścieżki których
FGC GAD
Nie przemierzył jeszcze nikt
Niebo dachem nad twą głową
Drogowskazem światło gwiazd
A do snu cię ukołysze
Zamyślony wiatr
Dziwożony, leśne strzygi
Będą przędły twoje sny
Bursztynowe, szmaragdowe
Jakich nie miał jeszcze nikt